Maciek – wspomnienie

„Zabrany został, by złość nie odmieniła jego myśli albo ułuda nie uwiodła duszy: bo urok marności przesłania dobro, a burza namiętności mąci prawy umysł. Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele. Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości. A ludzie patrzyli i nie pojmowali, ani sobie tego nie wzięli do serca, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i nad świętymi Jego opatrzność.’
Maciek Kusper – nadał nowy bieg działaniom Fundacji im. Adama Worwy. To dzięki niemu pomogliśmy i pomagamy nadal wielu osobom w pozyskaniu funduszy na nierefundowane leczenie.
Kiedy zadzwonił do mnie w maju 2014 roku i poprosił o pomoc myślałam, że nie jesteśmy w stanie pomóc. Fundacja miała jeszcze małe możliwości, a pomagaliśmy głównie wypożyczając bezpłatnie sprzęt rehabilitacyjny, organizując kursy opieki nad chorym, spotkania z duszpasterzem czy psychologiem. Kontakt z chorymi, a właściwie z ich bliskimi miałam jedynie w wypożyczalni sprzętu rehabilitacyjnego i to w tym miejscu doświadczałam wielkiej ludzkiej, nie tylko rodzinnej miłości. Każda opowieść o pomaganiu w ciężkiej chorobie ubogacała i wzruszała. Tymczasem po drugiej stronie słuchawki młody, 22 letni chłopak mówił o tym, że potrzebuje 400 tys zł na nierefundowane leczenie…. każda dawka to 30 000 zł. Umówiłam się na spotkanie i obiecałam, że postaramy się nazbierać chociaż na jedną dawkę.
Spotkaliśmy się. Przystojny i pewny siebie młody chłopak bez mrugnięcia okiem mówił o swojej chorobie, o tym co już przeszedł i co go jeszcze czeka. Zdawał sobie sprawę ze swojego położenia, ale mówił, że musi spróbować. Adcetris – nierefundowany lek – miał być dla niego szansą na zdrowie. Po spotkaniu z nim byłam w szoku. On o swojej chorobie i zagrożeniu śmiercią mówił jak o bólu brzucha. A miał wtedy tylko 22 lata. W tym wieku chodzi się na imprezy i korzysta z luzu na studiach. Mówił też o dziewczynie – Basi, która go wspiera, to zdjęcie z nią przesłał jako to, które miało znaleźć się na puszkach. Zdjęcie z Basią znalazło się także na plakacie.Wszystko było dla nas nowe – umowa o objęcie opieką, sposób rozliczania ze szpitalem.
Beatka Zalot umieściła list „Nie pozwólcie mi umrzeć” na pierwszej stronie Tygodnika Podhalańskiego i … maszyna ruszyła. Tyle ludzi zechciało pomóc. To dzięki Maćkowi doświadczyłam i doświadczam do dziś, ile w innych dobra. Bardzo szybko pieniądze na leczenie Maćka były i wraz z nimi – Wielka Radość. Poznałam też Basię i byłam pod wrażeniem pięknej miłości dwójki młodych ludzi.
Ale…. leczenie Adcetrisem nie przyniosło efektu. Nigdy nie zapomnę, jak oddzwoniłam do brata Maćka i usłyszałam – „pani Jolu leczenie nie tylko nie pomogło – również nie zatrzymało choroby”. Szok, niedowierzanie i pierwsze łzy.Ale Basia i Maciek nie załamali się – szukali dalei. I znaleźli – leczenie w Pradze.
Pamiętam, że nie było łatwo, Maciek długo czekał. W międzyczasie pojawiały się różne trudności i komplikacje. Chyba wtedy Basia spytała, czy mogłabym pomodlić się za Maćka Nowenną Pompejańską. Zgodziłam się, choć wtedy nie wiedziałam na co. Nie było łatwo, ale było warto. Tym bardziej że Basia i Maciek nie poddali się – Maciek w końcu pojechał do Pragi i był efekt – po leczeniu w Pradze rak zniknął.
Jakaż to była Radość! Radość, która trwała, bo Maciek dobrze się czuł.W końcu lekarze zdecydowali, że trzeba przeprowadzić przeszczep szpiku. Po przeszczepie szpiku początkowo Maciek czuł się dobrze. Zaplanowali z Basią ślub. Musieli go jednak przełożyć, bo pojawiły się poważne komplikacje. To czego byłam świadkiem zdumiewało. Niejedna z żon poddałaby się, ale nie Basia.I znów zaczęła płynąć modlitwa wielu. I znów zdarzył się cud.13 maja 2017 roku ze wzruszeniem uczestniczyłam w zaślubinach najcudowniejszej pary jaką kiedykolwiek znałam.
Czy Basia i Maciek chcieli zapomnieć o chorobie? Nie wiem. Ale wiem,że ciągle kogoś wspierali. Ciągle ktoś do nich dzwonił i oni pomagali – mówili co, jak i gdzie trzeba załatwić. Kiedyś zadzwoniłam do Maćka z pytaniem, czy mogę dać jego telefon, bo Dorotka zachorowała i chciała porozmawiać… „Oczywiście – mój nr jest przecież na stronie i odbieram mnóstwo telefonów”. Pomagali… także nam. Pomagali co roku Św Mikołajowi w przygotowaniu paczek dla jednego, lub dwóch dzieciaków. Brali udział w akcji „Kreatywny Dzień z Jajem”. Wykonali pisanki, które przekazali na licytację. Lubiłam ich odwiedzać. Stali się bardzo bliscy.
Wyjechali do Krakowa. Wrócili na studia.Obronili się – Maciek obronił pracę inżynierską, Basia – magisterską.Mieli dobrą pracę, mieli siebie, mieli piękną miłość .Nic nie zapowiadało tego, co się stało.
26.12.2019 r – Maciek tego dnia urodził się dla nieba. On zawsze będzie żył w nas. Każda podpisana umowa, każda złotówka w puszce czy na koncie każdego podopiecznego będzie przypominała o tym młodym dzielnym mężczyźnie, który tak bardzo kochał.
Proszę Was o modlitwę za Basię. I za wszystkich Jego bliskich.
„Pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie……”